Mam zaszczyt pokazać Wam moja i Tynki prace, napisane na prosbę Maćka Staruchowicza, sama w sumie nie wiem za bardzo w jakim celu. Tematem jest: moja najlepsza w życiu zbiórka. Są nieziemskie, dlatego czytać i podziwiać!!!! :D:D
Moja:
Schodzimy do ciemnej piwnicy, zdejmujemy kłódkę i otwieramy wielkie, błękitne drzwi, przypominające te, do łodzi podwodnej. Przechodzimy dalej, czuję się jak w małym, znanym tylko wybrańcom, magicznym miejscu. Wokół jest zupełnie ciemno, dopóki nasza zastępowa, po chwili nie zapala światła. Wszystko staje się jasne. Porównuję widok z moimi wcześniejszymi wyobrażeniami. Stoimy w niewielkim pomieszczeniu, lekko zagraconym kilkoma meblami kompletnie do siebie nie pasującymi. Na wprost nas widnieje twarz patrona naszej drużyny, namalowana na ścianie. Kilka sekund później odkrywamy, że jest tu też drugie pomieszczenie, tej samej wielkości, zawierające mnóstwo skarbów: stare proporce, drewniane tablice i inne harcerskie symbole. Jest idealnie. Wszystko razem tworzy niepowtarzalny klimat. Moja pierwsza zbiórka w harcówce "Żywicy" z najwspanialszym zastępem „Baloo”.
Tematem naszego spotkania są szyfry oraz urodziny Daruni – byłej zastępowej, która dołączyła tego dnia do nas. Z tej okazji nasza cudowna zastępowa Dagmara upiekła przepyszne babeczki z malinami oraz najlepsze na całym świecie ciasteczka czekoladowe. Gdy wszystkie zajadamy się ze smakiem, tłumaczy nam tajniki szyfrów. Bardzo mnie to ciekawi, bo nigdy nie miałam z tym do czynienia. Gdy każda z nas umie już się posługiwać "morsem" i innymi szyframi, piszemy zabawne wiadomości do Rady Drużyny. Oczywiście, nie brakuje również kilku piosenek harcerskich, śpiewanych przy wtórze gitary. W międzyczasie, przytrafia nam się kilka zabawnych sytuacji, np. gdy jedna z nas jest tak pochłonięta jedzeniem babeczek, że nawet nie zauważa, że są one w papierku, który należy zdjąć, a nie zjeść. Podczas śmiechów i rozmów, niespodziewanie do naszej harcówki wchodzi lokator bloku, w piwnicy, którego się znajdujemy. Jest to młody mężczyzna, ubrany w dres, z rozczochranymi włosami. Serca nam stanęły. Sprawia wrażenie naprawdę pijanego, co nie oznacza niczego dobrego. Zaczyna nam opowiadać, jak to siedzi sobie w mieszkaniu i słucha naszych piosenek dochodzących spod podłogi. Mówi, że bardzo mu się podobają i chce z nami posiedzieć i posłuchać z bliska. Coraz bardziej przestraszone, nie wiemy co odpowiedzieć. Wreszcie Daria obiecuje mu, że zagramy jeszcze, pod warunkiem, że wróci na górę. Mężczyzna z trudem daje się namówić i wychodzi. Ulga. Po chwili wszystkie zaczynamy się śmiać z własnego przerażenia.
Po dwóch godzinach wspaniałej zabawy, owocnej w nowe doświadczenia, kończymy zbiórkę. Tradycyjnie zawiązujemy krąg, śpiewając "Bratnie Słowo". Po pożegnaniu się z dziewczynami, myślę nad tym, jak to niewiele potrzeba, żeby spędzić tak cudowne chwile. Wystarczyło tylko sześć kochanych osób, odpowiedni temat i gitara, żeby była to, jak się później przekonałam, najlepsza zbiórka w moim życiu.
Tynki:
Gdy szłyśmy z Agnieszką w stronę Mc Donald's krzycząc, dzieląc się wrażeniami i śmiejąc się do rozpuku, pomyślałam sobie, że chcę by właśnie tak wyglądała każda nasza zbiórka.
Ale od początku.
To nie był piątek, lecz środa. Dominika wróciła ze swojego wyjazdu z Niemiec, więc postanowiłyśmy się spotkać, realizując jeden z tematów harcerskich – znaki patrolowe.
Organizatorem byłam ja. Jednak Aga to taki człowiek, któremu bardzo odpowiada fucha zdrajcy, więc chętnie pomogła mi w sekrecie organizować tę zbiórkę.
Porobiłyśmy więc dziesiątki kartek ze znakami, które zawieszałyśmy na drzewach, po drodze do miejsca ogniskowego. Znaki miały pełnić rolę wskazówek, jak dojść do wyznaczonego przez nas miejsca. Ale ponieważ lubimy żarciki...
Dziewczyny przyszły punktualnie, pierwsza Olka z aparatem i gitarą, druga Domka z szerokim uśmiechem i radością w oczach. Wytłumaczyłyśmy im zasady gry, jednocześnie podkreślając, że ich zadaniem końcowym jest zbudowanie stosu na miejscu ogniskowym.
To było takie małe oszukaństwo z naszej strony. Tak naprawdę to my miałyśmy zająć się ogniskiem i oblałyśmy ten test. Lecz z ręką na sercu zapewniam, że podjęłyśmy pewną próbę. Co prawda bezmyślną i bezowocną, ale to już zupełnie inna historia.
Po godzinie od rozpoczęcia zbiórki – tzn. po godzinie, od której dziewczyny zaczęły szukać, posługując się naszymi wskazówkami, postanowiłyśmy do nich zadzwonić, pytając o postępy.
Skutki żarcików? Nie dość, że Olka i Domi zgubiły się w lesie, to w dodatku już przy drugim znaku obrały totalnie przeciwny kierunek! Który zaprowadził je... wiadomo gdzie. Donikąd.
Ale ponieważ żadna z nas jasnowidzem nie była, to dalej ochoczo realizowałyśmy nasz żarcik, nie bacząc zbytnio na to, która wskazówka, gdzie się pojawiała. Myślałyśmy, że mimo to dotarcie na wyznaczone miejsce będzie bułką z masłem. Ba. Banałem! Ale jak widać przeliczyłyśmy się. Brzuchy bolały nas od śmiechu.
Skoro mowa o śmiechu. To taki niesamowity przerywnik, a jednocześnie ozdoba każdego spotkania. Właśnie dzięki niemu, dowcipom i całkowicie pozbawionym sensu tekstom nasze zbiórki odsuwały nas od utartych, nudnych schematów, tworząc je wyjątkowymi.
Tak czy owak w końcu udało się. Po długich próbach, dziewczyny doszły tam, gdzie miały dojść i zaczęły budować stos.
Usiadłyśmy wszystkie razem przy zapalonym ogniu i gitarą dźwięczącą w uszach. Ola , jako nasz dumny grajek, grała kolejno piosenki, jakie sobie życzyłyśmy, a my cicho podśpiewywałyśmy pod nosem. Między nimi były rozmowy, wspomnienia, dzielenie się naszymi myślami, sugestiami i przypominanie o różnych śmieszących, czy kompromitujących sytuacjach.
Baloo jest zastępem, który nie traci czasu. Każdą chwilę, jaką spędzamy we wspólnym gronie przeżywamy świadomie wiedząc, że to jeszcze bardziej nas jednoczy i że dzięki temu rośniemy w siłę. Gdy zgasły ostatnie dźwięki gitary i schowały się gdzieś w półmroku, Dominiczka - kręgowa i profesjonalna mówczyni zaprosiła nas do kręgu. A tam – jak zwykle – silne uściski dłoni i wzruszająca przemowa Domi, podsumowująca wszystko.
Tak wyglądała moja idealna zbiórka. Czas, który spędziłyśmy razem łącząc beztroską zabawę i bezmyślną bieganinę po lesie z ogniskiem, pozwalającym na kontemplację, chwilę wyciszenia i docenienia tego, co wokół nas.
jestesmy nadzwyczajne, prawda? :):)
P.S.
Baloo!!!! dupy w troki (cytuję zaszyfrowana do mnie wiadomosc tynki) i pisać na tym blogu, a nie się obijacie!!!!
xoxo
Olka.